Mój pierwszy post będzie o tym dlaczego zaczynam pisać i..co stosuję na moich włosach.
Zaczynamy:
Od około pół roku zauważyłam znaczne pogorszenie stanu moich włosów. Nigdy nie były cudowne. Niesfornie się kręcą, nie układają się. Dodatkowo jestem z natury ciemną blondynką, od niedawna lekko rozjaśnianą, co tylko pogorszyło wygląd tego czegoś na mojej głowie.
Włosy kruszą się. Z prawej strony z przodu są znacznie krótsze niż gdziekolwiek indziej. Nic ładnego i przyjemnego. Ale odkąd wypadają garściami za każdym razem jak przeciągnę po nich ręką, zaczęłam się naprawdę martwić.
Zaczęłam przygodę z naturalnymi kosmetykami za sprawą bloga alinarose.com. Bawię się tak już od czerwca (dokładnie jak, zaraz powiem). Włosy stały się odrobinę mocniejsze, trochę mniej matowe, ale ciągle wypadają.
Właśnie dowiedziałam się dlaczego. Moja Pani ginekolog, po długich analizach doszła do wniosku, że mam nawrót niedoczynności tarczycy. Kilka lat temu już przez to przechodziłam, ale nie sprawiało mi to kłopotów. Byłam lekko osłabiona. A teraz zaburzenia miesiączki, włosy, ospałość, stany depresyjne..Ale nie dam się. Mam nadzieję opisywać tu historię, która skończy się happy endem, bo przynajmniej znam już powód mojej włosowej tragedii.
A teraz kilka słów o mojej pielęgnacji.
Przede wszystkim w znacznym stopniu wyeliminowałam silikony, bo mocno obciążały moje włosy.
Od czasu do czasu jeszcze je stosuje, ale tylko łatwozmywalne, żeby włosy były elastyczne i chronione.
Ale do konkretów.
Szampon: najczęściej stosuję któryś z szamponów z serii "Rzepa" Joanny albo szampon Radicala. Oba mają dośc fajne, naturalne składy i nie obciążają mi włosów. Nie poprawiają też ich stanu, ale tego już nie oczekuję od szamponów. Przymierzam się teraz do kupna szamponu Yes to carrots, bo słyszałam pochlebne opinie :) Dam znać!
Cała reszta:
-Olej z korzenia łopianu, Nami.
Wcieram go w skórę głowy i końcówki raz na dwa mycia, czyli co około 4 dni. Zakładam czepek, trzymam od 30 minut do godziny, w zależności ile mam czasu a potem myję głowę.
-Olej lniany
Stosuję na zmianę z olejem z łopianu , czyli 1 mycie łopian, następne lniany itd. Stosuję dokładnie w ten sam sposób.
-Olej kokosowy
Czasem nakładam na końcówki przed myciem, razem z jednym z olejów, a czasem przed wyjściem czy na noc nakładam odrobinę, żeby zrobić trochę lepiej moim końcom.
-Odżywka Biowax na wypadające włosy
Nakładam co około 2-3 mycie, po myciu na 15 minut, znów w czepek. Włosy robią się znacznie miększe.
-Sprawy z wody, octu jabłkowego i olejku rozmarynowego
DIY. Psikam po kazdym myciu. Trzeba się oswoić z zapachem, ale szybko się ulatnia:)
-Wcierka z kozieradki
Dziś zastosowałam po raz pierwszy. Zrobiłam wg przepisu Anwen (łyżeczka nasion zalana 3/4 szklanki wrzątku, wmasowywać w skalp). Oby dało efekty!
Do tej pory brałam też Merz Spezial i piłam sok z pokrzywy. Merz Spezial niestety nie pomaga tak jak kiedyś dawno temu, kiedy go używałam. Sok z pokrzywy chyba przynosił efekty, ale był tak obrzydliwy, że przerzuciłam się po 3 tygodniach męki na herbatkę z pokrzywy.
Co dalej?
Nie wiem. Może popełniam błędy pielęgnacyjne, nie jestem żadnym ekspertem czy guru w tej dziedzinie, ale staram się odzyskać swoje włosy. Może za parę dni pokuszę się o zdjęcie. I mam nadzieję że już niedługo zacznę leczenie hormonalne, które pomoże mi pozbyć sie problemu. Trzymajcie kciuki o ile to przeczytacie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz